Olej do łańcucha rowerowego

Olej do łańcucha

Dobre kilka lat temu myślałem że im więcej osób poleca jakiś olej do łańcucha , to ten będzie dobry. A im bardziej wymyślna nazwa danego oleju do łańcucha tym jego skuteczność będzie większa.Tym sposobem producenci nawymyślali nam różne oleje do łańcucha a to na mokre dni a to na suche i na …

Jakie można sobie wyobrazić warunki ,  na takie warunki dzielni producenci wyprodukowali nam olej.  Z tym produkowaniem to też nie tak szybo. Jak ktoś myśli że olej do łańcucha jest produkowany w laboratoriach i skrupulatnie testowany pod kątem rowerzystów to mógłby się rozczarować rzeczywistością. Ale nie o tym.

YouTube video

Odkrycie roku

Klika lat temu trafiłem na oliwę techniczna całe 5zł za litr. Po kropelce na ogniwo i co się okazało , a no to że nie ma praktycznie żadnej różnicy od tych które kupowałem jako dedykowane oleje do łańcucha rowerowego. Jeżdżę cały rok , w każdych warunkach. Błoto , kurz , śnieg , woda. Według mnie cała tajemnica tkwi w gęstości. Olej do łańcucha powinien być na tyle gęsty aby trzymał się ogniwa. Na tyle rzadki czyli mniej gęsty aby nie kleiło się do niego wszytko co podnosi się z ziemi. I to chyba cała tajemnica.

Od czasu zakupu oliwki minęło może z trzy lata może cztery  .  Śmiało mogą stwierdzić że oleju do łańcucha starczy do końca życia ;).  ( opakowanie 5l )

Bardzo lubię kiedy mam czysty napęd a żaden olej do łańcucha nie jest magicznym płynem który  wszytko zrobi za nas . Zauważyłem też , że każdy ma swój sposób użycia oleju do łańcucha i pewnie duża cześć jego skuteczności tkwi w tym miejscu. Wiec opiszę moje metody ;).

Mój sposób na czysty napęd

Smarowanie zawsze wygląda tak samo. Przed nakładaniem oliwki wycieram łańcuch z pozostałości , chyba że rower wcześniej był myty. Na każde ogniwo nakładam olej i znów przecieram na sucho. Przed wyjazdem przecieram łańcuch jeszcze raz na sucho.

Olej na łańcuch nakładam w zależności od warunków w jakich jeździłem. W lato co drugą trasę czyli co jakieś 100km. W zimie lub po deszczu nakładam po każdej trasie. I to cała tajemnica czystego i cichego napędu . W lato rower myję razem z napędem co dwa tygodnie w zimę może raz na 4 tygodnie.

 

 

 

 

Dodatkowe zdjęcia z szlaków znajdziecie u na facebooku,  kilka zdjęć na  instagramie.

Sporo filmów na na youtube.  A Wszystkie zapisy i ślady gpx oczywiście na stravie.



Rowerem na Pilsko 1557m n.p.m

Pilsko rowerem

Miejsce które już od dawna widniało na mojej liście obowiązkowych szczytów w Beskidzie , tym razem nie Śląskim a Żywieckim. Podstawowy problem był w tym iż do miejsca startu mam prawie półtorej godziny dojazdu samochodem. A w koło mnóstwo szczytów w Beskidzie Śląskim które można jeździć w koło bez znudzenia , ale stało się wjechałem na Pilsko rowerem.

Start z Sopotni Wielkiej

Pętla z najwyższym punktem mieszczącym się na Pilsku zaczyna się w Sopotni Wielkiej z małego parkingi kierujemy się czarnym szlakiem w kierunku Kotarnicy. Niestety nie ma tam zbyt lekko i jazda rowerem to mniejszość , musimy liczyć około godziny wpychania  roweru pod górę . Końcówka czarnego szlaku to mega widok od Beskidu Śląskiego po Babią Górę , Pilsko i Tatry.

Niebieski szlak na Romanke

Czarnym szlakiem dobijamy do niebieskiego i w lewo lecimy na kolejny szczyt Romanka 1366m n.p.m. Niestety tu nie mam dobrych informacji 😉 , zjeżdżamy lekko w dół i znów zaczyna się stromo , na tyle że jazda rowerem to rzadkość i niestety musimy wpychać do tego o ładnych widokach możemy pomarzyć. Kolejna zła informacja to ta że Romanka jest w rezerwacie. Regulamin mówi jasno że rower nie jest mile widziany. Jesteśmy na szczycie i mamy do wyboru dwie opcje. Pierwsza to żółty szlak w stronę Przełęczy Pawlusia. Druga to ta którą wybieram ja czyli zjazd niebieskim szlakiem na Suchy Groń. Niestety mimo że każda droga w dół jest lepsza  ,od najgorszego wpychania to muszę jasno stwierdzić. Nie polecam nikomu niebieskiego szlaku na Romankę . W Każdym kierunku jest ciężko , no ale mądry Polak po szkodzie 😉 .

Z Suchego Gronia , Pilsko coraz bliżej

Zjazd niebieskim szlakiem z Romanki kończymy na Suchym Groniu i stamtąd jedziemy już czerwonym szlakiem w górę. Przejechane kilometry jakoś nie rozpieszczały naszych oczu ale wszystko zaczyna się od tej pory zmieniać . Pierwsze kilometry czerwonego szlaku to jazda przeplatana niewielkimi odcinakami gdzie musimy przepchać rower , ale za to praktycznie czas droga przeplata się widokami na Beskid Śląski. Na czerwonym szlaku mamy trzy hale . Pierwsza najmniejsza czyli Wieperska , druga Pawlusia , i trzecia z rewelacyjnym widokiem Hala na Rysiance , na tej ostatniej mamy też schronisko gdzie możemy odpocząć od wiatru , którego na halach nie brakuje.

Z hali na halę

Kolejny etap to kontynuacja czerwonym szlakiem z Hali na Rysiance na Halę Miziową. Na tym odcinku możemy wreszcie odpocząć od pchania. Praktycznie cała część jest do podjechania. Jedyne co mi przeszkadzało to przeorana droga przez ciężki sprzęt koleiny i błoto jakie tam siedziało pozostawię bez komentarza. Po zjeździe z Rysianki już na spektakularne widoki liczyć nie możemy ale wszystko wraca do normy na Hali Miziowej. Babia Góra z tej perspektywy wygląda rewelacyjnie ale my kierujemy się na ostatni podjazd nasze wyprawy czyli w prawo i cała naprzód , kierunek Pilsko.

Mega pchanie na Pilsko rowerem

Inaczej nie mogłem tego zatytułować bo to sto procent odzwierciedlenia rzeczywistości. Takiego pchania jak z Hali Miziowej czarnym szlakiem na Górę Pięciu Kopców  możecie szukać ze świecą. Nogi na tym etapie potwierdzą Wam że jesteście w górach. Na górze widoki zapierają pierś , Babia Góra i Tatry na wyciągnięcie ręki coś pięknego. Lecimy dalej bo już naprawdę bliziutko na Pilsko. Czarny szlak na Pięciu Kopcach leci w lewo my natomiast jedziemy dalej prosto zielonym szlakiem. Tu już się wypłaszczyło więc możemy w końcu wsiąść na rower i podjechać na ostatnie wzniesienie. Jesteśmy , Pilsko 1557m . Mocny wiatr tu , to chyba nic specjalnego , ale za to widoki …. Oczywiście jak nie wjedziecie w chmurę a to też tu nie rzadkość więc warto sprawdzić pogodę przed wyjazdem ;).

Zjazd do Sopotni

Zawijamy z powrotem ciesząc się mega widokami na zielonym szlaku z Pilska w stronę  Góry Pięciu Kopców , dalej czarnym szlakiem na Hale Miziową  i tam uważnie się rozglądając szukamy zielonego szlaku do Sopotni Wielkiej. Powtórzę , uważnie ponieważ jest duże prawdopodobieństwo pomylenia drogi i zjechanie zielonym szlakiem do Korbielowa . Niestety za bardzo nie mogę opisać zjazdu do Sopotni ponieważ zjeżdżałem już po zachodzie słońca i było ciemno . Wszystko było spoko i fajnie się zjeżdżało do momentu kiedy szlak zmienił się w strumyk gdzie było już bardzo mokro i ślisko .

 

Podsumowanie:

bardzo fajna trasa z pominięciem Romanki to to było nieporozumienie więc nie polecam tego odcinaka , ale Rysianka , Hala Miziowa i Pilsko mega , jeden warunek to brak chmur ;).

Miejsca noclegowe niedaleko trasy : Węgierska Górka

Wypożyczalnie rowerów w pobliżu :  Węgierska Górka

 

Szczegóły z trasy :

Pętla: Sopotnia Wielka
Dystans: 33km
Czas jazdy bez przerw : 4;00h
Przewyższenie: 2000m
Szczyty: Kotarnica , Romanka , Rysianka , Trzy Kopce , Palenica , Munczolik , Tanecznik , Hala Miziowa , Góra Pięciu Kopców , Pilsko , Buczynka ,

Ślad gpx :  https://www.strava.com/routes/22828832

Grupa na FB : https://www.facebook.com/groups/BeskidyRowerem/

YouTube video

Dodatkowe zdjęcia z szlaków znajdziecie u na facebooku,  kilka zdjęć na  instagramie.

Sporo filmów na na youtube.  A Wszystkie zapisy i ślady gpx oczywiście na stravie.



Rowerem na Skrzyczne 1257 m n.p.m.

Skrzyczne rowerem

Mogło by się wydawać że jako najwyższy szczyt w  Beskidzie Śląskim prowadząca droga  na niego będzie najcięższa. Nic bardziej mylnego o ile dobrze wybierzemy . Na Szczyt możemy dojechać co najmniej kilkoma drogami technicznymi oraz szlakami .Tym razem skupmy się na chyba najłatwiejszą drogą jaką możemy wjechać na rowerem na Skrzyczne. Oczywiście jak to bywa w górach bez pchania roweru się nie obejdzie .

Start z Salmopolu

Zaczynamy z przełęczy Przełęczy Salmopolskiej  zwaną też Białym Krzyżem jest tam dość spory parking gdzie można zostawić samochód . Jedziemy drogą pożarową równolegle do czerwonego szlaki który prowadzi przez Malinów , jest tam dosyć ciężki podjaz oraz z zjazd . Na pożarowej mamy sporo fajnych widoków na Wisłę ale musimy pilnować zjazdu gdzie dobijamy do szlaku na przełęczy pod Malinowem . W miejscy mamy trochę pchania roweru do skrzyżowania szlaków czerwonego i niebieskiego i tam jedziemy dalej w górę czerwonym szlakiem . Jazda przeplatania pchaniem prowadzi nas w jedno z najpiękniejszych miejsc w Beskidzie Śląskim czyli na Malinowską Skałę.

Chwila na Malinowskiej Skale z widokiem na Skrzyczne

To dobre miejsce aby chwilę odpocząć , nacieszyć oko widokami rozciągającymi się od Beskidu Śląsko Morawskiego po Pilsko i Babią Górę i oczywiście na nasz rowerowy cel Skrzyczne. Z Malinowskiej jedziemy zielonym szlakiem najpierw czeka nas krótki ale ciężki odcinek w dół po którym już tylko w górę. Przy rewelacyjnych widokach najpierw wjeżdżamy na Kopę Skrzyczeńską , Małe Skrzyczne a docelowo na Skrzyczne które kończy nasze podjazdy w tym wypadzie rowerowym . Na szczycie raczej żadnej rewelacji widokowych nie ma , ale można tam odpocząć w schronisku.

Zjazd z Skrzycznego

Jak dla mnie w tym miejscu zaczyna się cała zabawa . Wracamy tą samą drogą którą wdrapywaliśmy się na Skrzyczne . Zielonym szlakiem w dół przy rewelacyjnych widokach na Beskid , na Malinowskiej skale czerwonym szlakiem dalej w dół aż do skrzyżowania szlaków pod Malinowem , gdzie kierujemy się na drogę techniczną którą dojeżdżamy do końca naszej wyprawy rowerowej na Salmopol .

YouTube video

Podsumowane

Bardzo fajna trasa jedna z moich ulubionych . Jeżeli ktoś szuka trasy rowerowej na początek swojej przygody w Beskidach MTB to myślę że ta jest warta polecenia . Uwielbiam jeździć tą  trasę szczególnie przy wschodach i zachodach słońca .

Miejsca noclegowe niedaleko trasy : Wisła , Szczyrk

Wypożyczalnie rowerów w pobliżu : Wisła , Szczyrk

Szczegóły z trasy :

Pętla: Szczyrk
Dystans: 17km
Czas jazdy bez przerw : 1;40h
Przewyższenie: 550m
Szczyty: Malinowska Skała , Kopa Skrzyczeńska , Małe Skrzyczne , Skrzyczne

https://www.strava.com/routes/22700435

Grupa na FB : https://www.facebook.com/groups/BeskidyRowerem/

Dodatkowe zdjęcia z szlaków znajdziecie tu na facebooku,  kilka zdjęć na  instagramie.

Sporo filmów na na youtube.  A Wszystkie zapisy i ślady gpx oczywiście na stravie.



Czantoria-Trzy Kopce Wiślańskie – Klimczok Rowerem

Jedna z cięższych tras rowerem po Beskidzie Śląskim z trzema etapami :

Etap pierwszy , podjazd  Czantoria rowerem

Początek Trasy to dobra rozgrzewka ulicą Myśliwską którą lecimy cały czas w górę gdzie mamy trochę asfaltu. Kolejnie płytami jedziemy żółtym szlakiem aż do momentu kiedy szlak skręca w lewo ostro w teren , lecimy na Czantorię rowerem.

Dalej asfaltem i szutrem przez las do skrzyżowania na którym w prawo możemy jechać w stronę Goleszowa. W lewo drogą techniczną kręcimy na sam szczyt Małej Czantorii. Gdzieś w połowie przecinając żółty szlak pieszy . Na tej części widoki nie robią wrażenia ale za to już na górze praktycznie od szczytu Małej do pierwszego podjazdu na Wielką Czantorię mamy rewelacyjne widoki dlatego polecam tą trasę.

Podjazd pod Wielką Czantorię całkiem spoko ale nie można powiedzieć o samym szczycie. W sezonie cała masa ludzi głównie wciągniętych wyciągiem robiących zamieszanie. Dalej możemy zjechać czerwonym szlakiem w prawo w stroną Soszowa. Ale tego nie polecam jest tam dość ciężko, dużo luźnych kamieni co bardzo utrudnia zjazd . No chyba że ktoś lubi grube enduro , stromo , duże kamienie itd. Polecam za to zjechać czerwonym w lewo gdzie w dolnej części kręcimy w prawo na drogę techniczną  , którą leci wzdłuż szlaku czerwonego do którego dobijemy.  Na skrzyżowaniu z zielonym szlakiem na przełęczy Beskidek kierujemy się w lewo i lecimy w dół prze Wisłę Jawornik do centrum , ewentualnie można skorzystać z śladu gpx i zjechać bocznymi drogami które też są przyjemne .

YouTube video

Etap Drugi , podjazd na Trzy kopce Wiślańskie

Po zjeździe i wypłaszczeniu w centrum Wisły nogi trochę odpoczęły więc możemy ponownie ruszać w górę . Tym razem praktycznie cały podjazd mamy asfaltem z ulicy Olimpijskiej w lewo skręcamy w 11 Listopada.  Przejeżdżamy przez Kamienny 791 mnpm. i meldujemy się na Trzech Kopcach Wiślańskich 810 mnpm gdzie warto odpocząć i zawiesić oko na widokach .

Z Trzech Kopców zawracamy w stronę zielonego szlaku którym zjeżdżamy do Brennej ewentualnie możemy się znów pokusić na zapis z mojego przejazdu gpx.

YouTube video

Etap trzeci , podjazd na Błatnią i Klimczok

Jesteśmy już na dole w Leśnicy z której to musimy w lewo asfaltem dojechać do centrum Brennej.

Stąd zaczyna się kolejny niełatwy podjazd zielonym szlakiem rozpoczynający się asfaltem. Asfalt szybko zmienia się w teren ale nie martwcie się całość jest do podjechania . Pierwszy postój polecam na hali na Błatniej przy żółtym szlaku którym lecimy przez Stołów , Trzy Kopce na ostatni szczyt naszej wyprawy rowerowej – Klimczok . Odcinek z Błatniej do Klimczoka to ciężka jazda przeplatana pchaniem . Na Klimczomu mamy kolejne schronisko gdzie możemy odpocząć. Osobiście stronie od miejsc przepełnionych ludźmi i lecę już w dół czerwonym szlakiem   w kierunku przełęczy Karkoszczonki  to raczej ciężki odcinek gdzie pchanie i prowadzenie roweru  musimy wliczyć w wyprawę . Na przełęczy odbijamy żółtym szlakiem w lewo  z powrotem do Brennej. Lecimy dalej musimy się przebić asfaltem do początku naszej trasy w Ustroniu .

YouTube video

Podsumowując , bardzo ciężka trasa  za to widoki wrażenie. Z uwagi na dystans raczej do zaawansowanych podróżników 😉

Miejsca noclegowe niedaleko trasy :  Brenna , Wisła , Szczyrk , Ustroń

 

Wypożyczalnie rowerów w pobliżu :  Brenna , Wisła , Szczyrk, Ustroń

Szczegóły z trasy :

Pętla: Ustroń – Wisła – Brenna – Ustroń
Dystans: 70km
Czas jazdy bez przerw : 6;15h
Przewyższenie: 2200m
Szczyty: Mała Czantoria. Czantoria. Kamienny. Trzy Kopce Wiślańskie. Wielka Cisowa.  Błatnia. Stołów. Trzy Kopce oraz Klimczok.
Opis : Trochę pchania , sporo kamieni , widokowo miód ,  długi dystans.

Ślad  gpx   https://www.strava.com/routes/22611012

Grupa na FB : https://www.facebook.com/groups/BeskidyRowerem/

Dodatkowe zdjęcia z szlaków znajdziecie tu na facebooku,  kilka zdjęć na  instagramie.

Sporo filmów na na youtube.  A Wszystkie zapisy i ślady gpx oczywiście na stravie.

 



SPD czy platformy

SPD czy platformy

Kilka lata jeździłem wpięty w SPD  i nie wyobrażałem sobie wrócić  z powrotem na platformy, ale też nie wyobrażałem sobie że zacznę jeździć po górach. A kiedy już zacząłem jeszcze jakiś czas pomykałem w moich SPD . Całkiem dobrze się w nich czułem i nawet  powiem więcej że kiedy noga mi się wypinała czułem się niepewnie  na zjazdach ale  kiedy przeleciałem przez kierownicę pierwszy raz pomyślałem że może być problem z wypięciem do przodu z systemu SPD . Na szczęście się to nie zdarzyło .

W tym samym czasie buty już mocno były zużyte i zamiast kupić nowe SPD kupiłem najtańsze platformy . Po kilku dobrych miesiącach kręcenia na zwykłych pedałach  , czułem że przy obecnym stylu  i warunkach już przy nich zostanę . Ostatnio coś  zaczęło mi strzelać w okolicach korby  , okazało się że to jeden z  pedałów  a że strasznie mnie drażni jak coś stuka i puka  przeprosiłem stare SPD i pojechałem na krótką trasę  na której utwierdziło się moje przekonanie że bezpieczniej jest mi w górach bez kasku niż w SPD .

Szkoda że jeszcze nikt nie wymyślił systemu który połączył by zalety i usunął wady wszystkich systemów 🙂

Co mi przeszkadza w SPD

  •  nie wypinają się do przodu  , przy przelatywaniu przez kierownicę może być problematyczne 🙂
  • czas wypięcia przy utracie kontroli może być skutkiem kontuzji
  • ogólnie nie nadają się na ujemne temperatury
  • niewygodne  przy chodzeniu

Co mi przeszkadza w platformach

  •  brak powtarzalności w ustawieniu stopy
  •  but potrafi zjechać z platformy
  • miękka podeszwa pochłania siłę : P

Tak czy siak  nowe platformy już zamówione  .

Dodatkowe zdjęcia z szlaków znajdziecie tu na facebooku,  kilka zdjęć na  instagramie.

Sporo filmów na na youtube.  A Wszystkie zapisy i ślady gpx oczywiście na stravie.



Amortyzator SR SUNTOUR Epixon XC RL-R

Klika lat jeździłem rowerem po płaskim trenie  i za bardzo nie zwracałem uwagi na części oraz serwis roweru bo wszystko w miarę działało , wszystko zmieniło się kiedy zacząłem jeździć  w terenie , szybko okazało się że sprężynowy  Rock Shox XC 28   czas zmienić , wybór padł na SR SUNTOUR Epixon XC RL-R. Pierwsze wrażenie to bardzo pozytywna zmiana , wreszcie amortyzator zaczął  wybierać a trakcja znacząco się poprawiła ,  po kilku miesiącach nadeszła zima i amortyzator zrobił się trochę twardszy ale nie jakoś mega znacząco , po zimie wiosna , lato wszystko działo bez zastrzeżeń aż zauważyłem lekkie wytarcie na górnej ladze  które nie mogło pojawiać się max 2-3 dni wcześniej oraz wyszedł czarny smar ,  pod uszczelki zakropiłem olejem , poleciałem w góry i wytarcie było już bardzo widoczne. Gdzieś wbiło mi mi się do głowy żeby serwis robić raz w roku 🙂 , więc miał lecieć na jesień w oknie niepogody . Zobaczyłem parę filmików okazało się że to nic skomplikowanego więc rozebrałem mojego epixona .

W środku straszny bałagan , uszczelki olejowe zmielone w środku , jakieś dziwne wżery w anodzie .

No i tak się wczytałem że producenci zalecają podstawowy przegląd dolnych goleni :

Fox: 25 h
X-Fusion: 25 h
Marzocchi: 25 h
Rock Shox: 50 h
Suntour: 50 h

50 godzin nijak ma się do 9 miesięcy w których  w przybliżeniu zrobiłem 280 godzin :/ .

Plusów za to  z tej sytuacji jest więcej plusów niż minusów  :

–  kartridż  tłumienia oraz komora powietrzna jest czysta chodzą sprawnie więc częstsza wymiana uszczelek olejowych powinna wyeliminować dalsze problemy ,

– SUNTOUR Epixon kosztował parę stów a nie parę tysięcy ,

– nauczyłem się serwisować amortyzator

– wiem że trzeba częściej zaglądać w rowerze tam gdzie nie widać

Dbajcie o swoje maszyny 😉

 



Jedna tabletka – brak bólu kolan, bioder i 10 kg mniej

Dokładnie pięć miesięcy temu pisałem o bólu w kolanach (Tu ) z którymi miałem problem  od kilku lat wynikający  z braku regeneracji,  przynajmniej taka była moja diagnoza 🙂 która jest już nieaktualna .  Starałem  się jeździć nie więcej niż dwa razy w tygodniu a kiedy jeździłem częściej pojawiał się lekki dyskomfort w kolanach i biodrach który był drogą do kontuzji . Ostatnie czasy jednak spojrzałem na moje trasy i wyszło że tygodniowo jeżdżę 3-4 razy i praktycznie całkiem zapomniałem o problemie na tyle że postanowiłem sprawdzić czy ból pojawi się po siedmiu  dniach jeżdżenia bez przerwy , wybrałem  jedną z najbliższych górek Równicę 884 m n.p.m  sam podjazd to około 40 minut kręcenia pod górę , w całość z dojazdem i zjazdem to jazda około dwóch godzin . W czwartym  dniu  na początku zjazdu złapałem gumę i doszło 12km spaceru w którym już w połowie poczułem ból biodra bo ostatni raz taki dystans szedłem  dawno temu , kolejnego dnia nie wyjechałem w góry ale po płaskim zrobiłem 85km a następnego dnia poprawiłem Równicą czyli w sumie wyszło 6 dni jeżdżenia plus 12km pchania  , zrobiłem dwa dni pauzy i postanowiłem dobić  7 dni podjazdów bez przerwy .Można powiedzieć że nogi w tym czasie nie miały regeneracji o której pisałem 5 miesięcy wcześniej,  a ból w kolanach się nie pojawił .  W sumie w ostatnich 30 dniach 22 dni były kręcone  co jeszcze kilka miesięcy temu było nie do pomyślenia . Co się stało że tak diametralnie zmienił się stan  w stawach , nie mam pojęcia czy to organizm sam wytwarza coś co broni go przed urazem ,  przyzwyczaja się  nie wiem ? Na pewno warto wspomnieć o kilku rzeczach które mogły mieć na to wpływ .

– od stycznia do czerwca zjadłem kilogram żelatyny czyli około  6gr dziennie

– parę miesięcy temu zmieniłem ramę ( czwarta  w ciągu 6 lat )

– diametralnie ograniczyłem kawę (Tu) z 4-5 do  0 lub filiżanki

Podsumowując ból w kolanach obecnie znikł,  krótkie , intensywne wyjazdy nie są problemem co nie zmienia faktu że nie zamierzam jeździć codzienne bo prędzej czy później kontuzja  murowana .

Pod znakiem zapytania stoją za to długie wyjazdy 6-9 godzin  z  2-3km UP  Które będą niebawem testowane . Niestety około dwóch miesięcy wstecz po ok 60km i 2,5km UP musiałem zawrócić ze względu na kolana .

A jak ktoś szuka pigułki raz w tygodniu na odchudzanie to chyba tylko w  MANGO  🙂

 

 



MTB Którędy na Równicę 884 m n.p.m.

Równica  to jeden z pierwszych szczytów Beskidu Śląskiego położonego między Ustroniem a Brenną.   Na górę  możemy wjechać pięcioma  szlakami lub drogą asfaltową , ewentualnie drogami pożarowymi lub pozostałymi po wycince .

Pierwsza droga to żółty szlak prowadzący od Skoczowa , podjazd zaczyna się  kilka kilometrów dalej  w Górkach Wielkich  prowadzi przez Żar  i Lipowski Groń a kończy się na szczycie Równicy . Bardzo fajny szlak jeżeli chodzi o zjazd szczególnie odcinek z Gronia , natomiast jeżeli chodzi o podjazd  , jest sporo pchania może i nawet z  50% , po drodze raczej  nie mam co się spodziewać widoków z wow .

Druga możliwość dostania się na górę Równicy to czerwony szlak rozpoczynający się w centrum Ustronia . Asfaltem kręcimy pierwsze 1.5km  kolejne 1.5km lasem i  to był by koniec przyjemności bo następny kilometr to ostre pchanie w górę aż do starego schroniska  skąd już nie daleko do szczytu . Zjazd tym szlakiem na pierwszym etapie jest dosyć ciężki a na drugim dosyć nudny to samo tyczy się wjazdu  nie polecam tej drogi ani w jedna ani w drugą stronę , jedyne ciekawe miejsce na tej trasie to leśny kościół ewangelików.

Trzeci opcja wjechania na Równicę to też czerwony szlak ale tym razem od strony Ustronia  Polany w sumie wjechanie tym szlakiem to raczej spory wyczyn i bez konkretnej nogi  myślę że większość drogi będzie się nadawała do pchania   , jeżeli chodzi o zjazd jest to chyba najlepsza opcja jaką polecam  dużo zakrętów , korzenie , kamienie … MTB ,  jedyny minus to kilkukrotne przecinanie szlaku drogą asfaltową która prowadzi na górę i tam trzeba uważać żeby nie przydzwonić w auto .

Czwarta opcja to wspomniana doga asfaltowo która zaczyna się też w Ustroniu Polanie , po przejechaniu mostu mamy około sześciu kilometrów kręcenia pierwsze dwa kilometry dosyć ciężkie ale im wyżej tym nachylenie łagodniejsze , oraz końcówka to niecały kilometr terenem  . Jest to jedna z najlepszych opcji jeżeli chodzi o dostanie się na szczyt , jeżeli chodzi o zjazd to raczej nie ma to sensu jeżeli chodzi o rower MTB . Przy wybraniu  tej opcji musimy wziąć pod uwagę przemieszczające się tam tędy samochody .

 

Piąta możliwość dostania się na Równicę to start od Brennej zielonym szlakiem  , niestety nie jest to najłatwiejsza droga jaką możemy się dostać na górę a raczej jedna z cięższych a pokusiłbym się o stwierdzenie że najtrudniejsza większość drogi to pchanie dopiero od  okolic połączenia zielonego szlaku z niebieskim możemy pokręcić już na sam szczyt . Jeżeli chodzi o zjazd zielonym szlakiem do Brennej  też bym go odradzał  szczególnie od wspomnianego punktu łącznia czyli w tym przypadku rozłączenia się szlaków praktycznie do samego doły jest dosyć ciężko .

Na Równicę oczywiście możemy się też dostać niebieskim szlakiem który prowadzi od Trzech Kopców Wiślańskich  oraz  przez drogi pożarowe i  pozostałe po wycinkach  ale o tym może innym razem .

Podsumowują bardzo polecam wjeżdżanie asfaltem i zjazd czerwonym szlakiem w stronę Ustronia Polany lub żółtym szlakiem przez Lipowski Groń w stronę Górek Wielkich  o ile zależy nam na krótkim  wypadzie bo całość zamknie się   około półtorej godziny .

 



Masakra na oponie continental trail king

Kilka może nawet kilkanaście miesięcy jeździłem na oponach continental mountain king II i byłem mega zadowolony głównie z tego powodu że ani razu nie było pchania awaryjnego a opona fajnie się trzymała ale że nic nie trwa wiecznie to opony  przyszło wymienić , a że o  oponach wiem tyle że są z gumy skusiła mnie zacna nazwa  trail king  😂 . Na moje odczucie że  opona daje mega opory  wiele czynników mogło mieć wpływ np.  zmęczenie czy niskie ciśnienie w oponie , po niecałych dwóch miesiącach złapałem się na dwa przebicia , klocki na oponie wyglądają jak co najmniej po 5 miesiącach czyli mega szybko się zużywa ale to co się od 🐥 z tą opona wczoraj przechodzi wszytko , po tych dwóch przebiciach wczoraj zalałem oponę mlekiem , wszystko fajnie ale opona jest tak krzywa że nic tylko płakać  kilkukrotnie próbowałem oponę ustawić ale nic to nie daje , dobicie 5bar też nic nie dało , pomysły się skończyły a opona lata z lewej do prawej .

https://www.youtube.com/watch?v=DiMmgY3c9yE&feature=youtu.be



Zmiana na większą zębatkę

Minęło już ponad miesiąc  od zmiany przedniej zębatki 22T na 28T  więc  mogę się podzielić spostrzeżeniami . Wahałem się między korbą na pająku gdzie z uwagi na rozstaw śrub przy napędzie 1x   najmniejszy  balat  jaki wchodzi to 30T  a korbą z mocowaniem zębatki direct mount  gdzie możemy w zasadzie wsadzić wszytko . Wybór padł na direct mount i gdybym wybrał inaczej focha miałbym jeszcze do przyszłego roku.

Sprzęt poskładany ,  plan na pierwszą niedaleką  trasę to   ok 30km żeby sprawdzić co i jak 🙂 , wyszło jak zawsze , po 60-ciu km i  1400UP ledwo co dojechałem do domu , nie pamiętam żebym był tak zmęczony , pierwsze co przychodziło mi do głowy to to że bardzo dobrze że dołożyłem 150zł i wybrałem  korbę z direct mount i mogę zmienić blat na mniejszy , a nie pluć sobie w brodę za 150zł . Jeszcze dobrze nogi nie odpoczęły a kolejna trasa na Skrzyczne 40km i 1370 UP  , dwa dni przerwy i kolejna ciężka trasa przez Skolite Cz 36km i 1200UP , im dalej tym lepiej 🙂  kolejne trzy dni przerwy   63km  1888 UP na nowych oponach gdzie dobiłem całe 1.1 bara haha .  20 dni po zmianie korby pękł mój rekord 80km i 2500 UP więc nogi przeżyły armagedon  ,  po tym czasie  miałem lęki przed każdym wyjazdem czy wjadę pod górę czy będzie kolejne pchanie , czułem się jak bym się cofnął rok do tyłu z siłą .Dałem sobie miesiąc na ogarnięcie się i nabranie siły jak się nic nie zmieni , zmienię blat .  Dziś już ponad  miesiąc  od zmiany praktycznie nie czuję jakoś znaczącej różnicy , podjeżdżam praktycznie w wszystkie  miejsca co na 22T , średnia prędkość wzrosła o ok 2,5km/h na całym dystansie wiec to dosyć sporo , ale  dla mnie to żadna informacja bo nikt mnie nie goni 🙂 . Morał taki , jak chcecie być szybcy i wściekli zmieniajcie blaty na większe i zaciśnijcie zęby  🙂 , jak przy kolejnej wymianie na pewno zmienię na mniejszy  .

Pozdrawiam