Kategoria: rowerowe

Olej do łańcucha rowerowego

Olej do łańcucha

Dobre kilka lat temu myślałem że im więcej osób poleca jakiś olej do łańcucha , to ten będzie dobry. A im bardziej wymyślna nazwa danego oleju do łańcucha tym jego skuteczność będzie większa.Tym sposobem producenci nawymyślali nam różne oleje do łańcucha a to na mokre dni a to na suche i na …

Jakie można sobie wyobrazić warunki ,  na takie warunki dzielni producenci wyprodukowali nam olej.  Z tym produkowaniem to też nie tak szybo. Jak ktoś myśli że olej do łańcucha jest produkowany w laboratoriach i skrupulatnie testowany pod kątem rowerzystów to mógłby się rozczarować rzeczywistością. Ale nie o tym.

YouTube video

Odkrycie roku

Klika lat temu trafiłem na oliwę techniczna całe 5zł za litr. Po kropelce na ogniwo i co się okazało , a no to że nie ma praktycznie żadnej różnicy od tych które kupowałem jako dedykowane oleje do łańcucha rowerowego. Jeżdżę cały rok , w każdych warunkach. Błoto , kurz , śnieg , woda. Według mnie cała tajemnica tkwi w gęstości. Olej do łańcucha powinien być na tyle gęsty aby trzymał się ogniwa. Na tyle rzadki czyli mniej gęsty aby nie kleiło się do niego wszytko co podnosi się z ziemi. I to chyba cała tajemnica.

Od czasu zakupu oliwki minęło może z trzy lata może cztery  .  Śmiało mogą stwierdzić że oleju do łańcucha starczy do końca życia ;).  ( opakowanie 5l )

Bardzo lubię kiedy mam czysty napęd a żaden olej do łańcucha nie jest magicznym płynem który  wszytko zrobi za nas . Zauważyłem też , że każdy ma swój sposób użycia oleju do łańcucha i pewnie duża cześć jego skuteczności tkwi w tym miejscu. Wiec opiszę moje metody ;).

Mój sposób na czysty napęd

Smarowanie zawsze wygląda tak samo. Przed nakładaniem oliwki wycieram łańcuch z pozostałości , chyba że rower wcześniej był myty. Na każde ogniwo nakładam olej i znów przecieram na sucho. Przed wyjazdem przecieram łańcuch jeszcze raz na sucho.

Olej na łańcuch nakładam w zależności od warunków w jakich jeździłem. W lato co drugą trasę czyli co jakieś 100km. W zimie lub po deszczu nakładam po każdej trasie. I to cała tajemnica czystego i cichego napędu . W lato rower myję razem z napędem co dwa tygodnie w zimę może raz na 4 tygodnie.

 

 

 

 

Dodatkowe zdjęcia z szlaków znajdziecie u na facebooku,  kilka zdjęć na  instagramie.

Sporo filmów na na youtube.  A Wszystkie zapisy i ślady gpx oczywiście na stravie.



SPD czy platformy

SPD czy platformy

Kilka lata jeździłem wpięty w SPD  i nie wyobrażałem sobie wrócić  z powrotem na platformy, ale też nie wyobrażałem sobie że zacznę jeździć po górach. A kiedy już zacząłem jeszcze jakiś czas pomykałem w moich SPD . Całkiem dobrze się w nich czułem i nawet  powiem więcej że kiedy noga mi się wypinała czułem się niepewnie  na zjazdach ale  kiedy przeleciałem przez kierownicę pierwszy raz pomyślałem że może być problem z wypięciem do przodu z systemu SPD . Na szczęście się to nie zdarzyło .

W tym samym czasie buty już mocno były zużyte i zamiast kupić nowe SPD kupiłem najtańsze platformy . Po kilku dobrych miesiącach kręcenia na zwykłych pedałach  , czułem że przy obecnym stylu  i warunkach już przy nich zostanę . Ostatnio coś  zaczęło mi strzelać w okolicach korby  , okazało się że to jeden z  pedałów  a że strasznie mnie drażni jak coś stuka i puka  przeprosiłem stare SPD i pojechałem na krótką trasę  na której utwierdziło się moje przekonanie że bezpieczniej jest mi w górach bez kasku niż w SPD .

Szkoda że jeszcze nikt nie wymyślił systemu który połączył by zalety i usunął wady wszystkich systemów 🙂

Co mi przeszkadza w SPD

  •  nie wypinają się do przodu  , przy przelatywaniu przez kierownicę może być problematyczne 🙂
  • czas wypięcia przy utracie kontroli może być skutkiem kontuzji
  • ogólnie nie nadają się na ujemne temperatury
  • niewygodne  przy chodzeniu

Co mi przeszkadza w platformach

  •  brak powtarzalności w ustawieniu stopy
  •  but potrafi zjechać z platformy
  • miękka podeszwa pochłania siłę : P

Tak czy siak  nowe platformy już zamówione  .

Dodatkowe zdjęcia z szlaków znajdziecie tu na facebooku,  kilka zdjęć na  instagramie.

Sporo filmów na na youtube.  A Wszystkie zapisy i ślady gpx oczywiście na stravie.



Amortyzator SR SUNTOUR Epixon XC RL-R

Klika lat jeździłem rowerem po płaskim trenie  i za bardzo nie zwracałem uwagi na części oraz serwis roweru bo wszystko w miarę działało , wszystko zmieniło się kiedy zacząłem jeździć  w terenie , szybko okazało się że sprężynowy  Rock Shox XC 28   czas zmienić , wybór padł na SR SUNTOUR Epixon XC RL-R. Pierwsze wrażenie to bardzo pozytywna zmiana , wreszcie amortyzator zaczął  wybierać a trakcja znacząco się poprawiła ,  po kilku miesiącach nadeszła zima i amortyzator zrobił się trochę twardszy ale nie jakoś mega znacząco , po zimie wiosna , lato wszystko działo bez zastrzeżeń aż zauważyłem lekkie wytarcie na górnej ladze  które nie mogło pojawiać się max 2-3 dni wcześniej oraz wyszedł czarny smar ,  pod uszczelki zakropiłem olejem , poleciałem w góry i wytarcie było już bardzo widoczne. Gdzieś wbiło mi mi się do głowy żeby serwis robić raz w roku 🙂 , więc miał lecieć na jesień w oknie niepogody . Zobaczyłem parę filmików okazało się że to nic skomplikowanego więc rozebrałem mojego epixona .

W środku straszny bałagan , uszczelki olejowe zmielone w środku , jakieś dziwne wżery w anodzie .

No i tak się wczytałem że producenci zalecają podstawowy przegląd dolnych goleni :

Fox: 25 h
X-Fusion: 25 h
Marzocchi: 25 h
Rock Shox: 50 h
Suntour: 50 h

50 godzin nijak ma się do 9 miesięcy w których  w przybliżeniu zrobiłem 280 godzin :/ .

Plusów za to  z tej sytuacji jest więcej plusów niż minusów  :

–  kartridż  tłumienia oraz komora powietrzna jest czysta chodzą sprawnie więc częstsza wymiana uszczelek olejowych powinna wyeliminować dalsze problemy ,

– SUNTOUR Epixon kosztował parę stów a nie parę tysięcy ,

– nauczyłem się serwisować amortyzator

– wiem że trzeba częściej zaglądać w rowerze tam gdzie nie widać

Dbajcie o swoje maszyny 😉

 



Jedna tabletka – brak bólu kolan, bioder i 10 kg mniej

Dokładnie pięć miesięcy temu pisałem o bólu w kolanach (Tu ) z którymi miałem problem  od kilku lat wynikający  z braku regeneracji,  przynajmniej taka była moja diagnoza 🙂 która jest już nieaktualna .  Starałem  się jeździć nie więcej niż dwa razy w tygodniu a kiedy jeździłem częściej pojawiał się lekki dyskomfort w kolanach i biodrach który był drogą do kontuzji . Ostatnie czasy jednak spojrzałem na moje trasy i wyszło że tygodniowo jeżdżę 3-4 razy i praktycznie całkiem zapomniałem o problemie na tyle że postanowiłem sprawdzić czy ból pojawi się po siedmiu  dniach jeżdżenia bez przerwy , wybrałem  jedną z najbliższych górek Równicę 884 m n.p.m  sam podjazd to około 40 minut kręcenia pod górę , w całość z dojazdem i zjazdem to jazda około dwóch godzin . W czwartym  dniu  na początku zjazdu złapałem gumę i doszło 12km spaceru w którym już w połowie poczułem ból biodra bo ostatni raz taki dystans szedłem  dawno temu , kolejnego dnia nie wyjechałem w góry ale po płaskim zrobiłem 85km a następnego dnia poprawiłem Równicą czyli w sumie wyszło 6 dni jeżdżenia plus 12km pchania  , zrobiłem dwa dni pauzy i postanowiłem dobić  7 dni podjazdów bez przerwy .Można powiedzieć że nogi w tym czasie nie miały regeneracji o której pisałem 5 miesięcy wcześniej,  a ból w kolanach się nie pojawił .  W sumie w ostatnich 30 dniach 22 dni były kręcone  co jeszcze kilka miesięcy temu było nie do pomyślenia . Co się stało że tak diametralnie zmienił się stan  w stawach , nie mam pojęcia czy to organizm sam wytwarza coś co broni go przed urazem ,  przyzwyczaja się  nie wiem ? Na pewno warto wspomnieć o kilku rzeczach które mogły mieć na to wpływ .

– od stycznia do czerwca zjadłem kilogram żelatyny czyli około  6gr dziennie

– parę miesięcy temu zmieniłem ramę ( czwarta  w ciągu 6 lat )

– diametralnie ograniczyłem kawę (Tu) z 4-5 do  0 lub filiżanki

Podsumowując ból w kolanach obecnie znikł,  krótkie , intensywne wyjazdy nie są problemem co nie zmienia faktu że nie zamierzam jeździć codzienne bo prędzej czy później kontuzja  murowana .

Pod znakiem zapytania stoją za to długie wyjazdy 6-9 godzin  z  2-3km UP  Które będą niebawem testowane . Niestety około dwóch miesięcy wstecz po ok 60km i 2,5km UP musiałem zawrócić ze względu na kolana .

A jak ktoś szuka pigułki raz w tygodniu na odchudzanie to chyba tylko w  MANGO  🙂

 

 



Masakra na oponie continental trail king

Kilka może nawet kilkanaście miesięcy jeździłem na oponach continental mountain king II i byłem mega zadowolony głównie z tego powodu że ani razu nie było pchania awaryjnego a opona fajnie się trzymała ale że nic nie trwa wiecznie to opony  przyszło wymienić , a że o  oponach wiem tyle że są z gumy skusiła mnie zacna nazwa  trail king  😂 . Na moje odczucie że  opona daje mega opory  wiele czynników mogło mieć wpływ np.  zmęczenie czy niskie ciśnienie w oponie , po niecałych dwóch miesiącach złapałem się na dwa przebicia , klocki na oponie wyglądają jak co najmniej po 5 miesiącach czyli mega szybko się zużywa ale to co się od 🐥 z tą opona wczoraj przechodzi wszytko , po tych dwóch przebiciach wczoraj zalałem oponę mlekiem , wszystko fajnie ale opona jest tak krzywa że nic tylko płakać  kilkukrotnie próbowałem oponę ustawić ale nic to nie daje , dobicie 5bar też nic nie dało , pomysły się skończyły a opona lata z lewej do prawej .

https://www.youtube.com/watch?v=DiMmgY3c9yE&feature=youtu.be



Zmiana na większą zębatkę

Minęło już ponad miesiąc  od zmiany przedniej zębatki 22T na 28T  więc  mogę się podzielić spostrzeżeniami . Wahałem się między korbą na pająku gdzie z uwagi na rozstaw śrub przy napędzie 1x   najmniejszy  balat  jaki wchodzi to 30T  a korbą z mocowaniem zębatki direct mount  gdzie możemy w zasadzie wsadzić wszytko . Wybór padł na direct mount i gdybym wybrał inaczej focha miałbym jeszcze do przyszłego roku.

Sprzęt poskładany ,  plan na pierwszą niedaleką  trasę to   ok 30km żeby sprawdzić co i jak 🙂 , wyszło jak zawsze , po 60-ciu km i  1400UP ledwo co dojechałem do domu , nie pamiętam żebym był tak zmęczony , pierwsze co przychodziło mi do głowy to to że bardzo dobrze że dołożyłem 150zł i wybrałem  korbę z direct mount i mogę zmienić blat na mniejszy , a nie pluć sobie w brodę za 150zł . Jeszcze dobrze nogi nie odpoczęły a kolejna trasa na Skrzyczne 40km i 1370 UP  , dwa dni przerwy i kolejna ciężka trasa przez Skolite Cz 36km i 1200UP , im dalej tym lepiej 🙂  kolejne trzy dni przerwy   63km  1888 UP na nowych oponach gdzie dobiłem całe 1.1 bara haha .  20 dni po zmianie korby pękł mój rekord 80km i 2500 UP więc nogi przeżyły armagedon  ,  po tym czasie  miałem lęki przed każdym wyjazdem czy wjadę pod górę czy będzie kolejne pchanie , czułem się jak bym się cofnął rok do tyłu z siłą .Dałem sobie miesiąc na ogarnięcie się i nabranie siły jak się nic nie zmieni , zmienię blat .  Dziś już ponad  miesiąc  od zmiany praktycznie nie czuję jakoś znaczącej różnicy , podjeżdżam praktycznie w wszystkie  miejsca co na 22T , średnia prędkość wzrosła o ok 2,5km/h na całym dystansie wiec to dosyć sporo , ale  dla mnie to żadna informacja bo nikt mnie nie goni 🙂 . Morał taki , jak chcecie być szybcy i wściekli zmieniajcie blaty na większe i zaciśnijcie zęby  🙂 , jak przy kolejnej wymianie na pewno zmienię na mniejszy  .

Pozdrawiam



Kawa

Mija jakiś miesiąc od kiedy z dwóch – czterech kaw dziennie ograniczyłem się do jednej bardzo słabej i w sumie nie wiem po co ją piję bo ani ona na przebudzenie ani na ”dodanie sił” więc pewnie w niedługim czasie kawa zostanie wyeliminowana całkowicie . Jak ktoś śledził moje poprzednie wpisy wie że miałem dosyć duży problem z skurczami ścięgien i mięśni w nogach , skurcze nasilały się do tego stopnia że robiło mi się ciemno przed oczami a raz udało się zemdleć . Dorzuciłem bardzo duże dawki cytrynianu magnezu i poprawiło się na tyle że skurcze już nie trwały kilka , kilkanaście minut  i zaraz puszczały . Ale końskie dawki tabletek to nie rozwiązanie więc postawiłem na kawę . Zmiana przyszła bardzo szybko bo już pierwszego dnia bez kawy po rowerze skurcze były ale bardzo słabe a czym dalej tym obecnie praktycznie nie ma ich wcale . Tak więc jeżeli ktoś ma problemy z skurczami polecam odstawić kawę .

Pozdrawiam 🙂

 



Skurcze mięśni i ścięgien

Za każdym razem  , szczególnie w sezonie kiedy jest więcej  długich i ciężkich  wyjazdów , wraz z potem tracimy między innymi  magnez i wodę która  zaburza  kontrolę mięśniową , do tego trzy kawy  i skurcze murowane .   Skurcze mięśni w moim przypadku są niczym w porównaniu do skurczy ścięgien które potrafią trwać do kilkunastu minut .  Skurcze potrafią być tak mocne że z bólu nieraz robiło mi się ciemno przed oczami i kręciło się w głowie  ale nigdy nie mdlałem .

Wczoraj 5.30 pobudka  i do pracy rodacy  , lubię swoja pracę ale rower i góry bardziej dlatego o 13.00 szybka ucieczka z pracy 🙂 A że z pełnym bębnem  jazda to murowana zgaga na podjeździe , to prawie nic nie zjadłem ,  po prawie 6h godzinach po górach  , do domu dojechałem ostatkiem sił  , rach ciach kolacja , dwa piwa i wstęp do drugiej części rowerowej przygody – skurcze –  wczoraj ból był na tyle  przełomowy że w gratisie udało się rozwalić łeb przy omdleniu  .

Ale za to na Cieńkowie było mega  .



Moja heroina

Cały tydzień wcześnie wstaję do pracy , przychodzi weekend mówię pośpię dłużej …..

Budzę się 5.30  telefon do ręki  ( WC )  i sprawdzam pogodę … ok deszczu nie widać 🙂  . Kładę się idę jeszcze pospać 🙂  z boku na bok nic z tego , za oknem słońce już wstaje , kawa , nogi już gotowe same przytupują , łańcuch nasmarowany , już mnie nosi jak Żyda po pustym sklepie  a dopiero 6.30 . Jeść mi się nie chce a wiem że muszę , bo kręcić po górach na pustym bębnie  się odbija na końcu zmęczeniem  x2 , choć nieraz nawet kawy nie dopiję ,  tydzień temu wstałem 6.50 a 7.15 już kręciłem bo  pokazało się okienko bez deszczu  i kawałek słońca za oknem się pokazał  a 10.00 miało już padać  pomimo tego że dzień wcześniej ustalone było że na rower nie idę bo  jak jeżdżę więcej niż 2 razy w tygodniu to odbija mi się to na kolanach , a ostatnie 7 dni to 5  dni na rowerze w górach . Jem moje mega śniadanie po którym wiem że nie będzie zgagi przy podjazdach , pakuję się i wybijam w miejsca z których  większość zwykłych ludzi może sobie tylko pooglądać  zdjęcia które nie są w sanie nawet w małym stopniu przekazać tego co jest u góry .

 

 



Ból w kolanach

W moich kolanach ból bierze się głównie z jednej przyczyny, którą nazwałem pazernością na kilometry . Skąd takie wnioski oraz co to dokładnie znaczy w moim przypadku ?

Postaram się opisać historię moich kolan oraz stylu jazdy , może pozwoli komuś uniknąć problemu z bólem swoich kolanach 🙂 .

Pamiętam jak dziś, kiedy kupiłem swojego pierwszego krosa hexagona pierwszy dzień 15kmmax zmęczony , drugi dzień 25kmmax zmęczony , trzeci dzień 40km i ból w kolanie przez kolejny tydzień problem z uginaniem kolana i chodzeniem . Minął tydzień ból znikł i na rower , powtórka z historii 15-25-40 i kolano kaput . Minął kolejny czas kolana doszły do siebie dystanse rosły ból kolan pojawiał się przemiennie raz lewe , raz prawe , im dłuższy dystans tym byłem bardziej zadowolony , im ciężej się jechało tym lepiej a ból pojawiał się najczęściej po podjazdach , małych kilkudziesięciometrowych górkach , kiedy cisnąłem na maksa , po pewnym czasie omijałem szerokim łukiem wszystkie górki bo myślałem że problem leży bezspornie po ich stronie , ale to nie wyeliminowało bólu , na prostych trasach kiedy cisnąłem na maksa ból też się pojawiał , bywało tak że nie mogłem w ogóle kręcić i powrót do domu wyglądał tak, że kręciłem jedna noga bo w drugiej w kolanie miałem powbijane gwoździe . Omijałem wszelkiego rodzaju górki , starałem się jeździć z dużą kadencją , ale bóle dalej się pojawiały , raz mniejsze raz większe .

W międzyczasie rower zmieniałem 2 razy , kombinowałem z sztycą , siodełkiem jak koń pod górę , a z kolanami problem dalej się pojawiał raz mniejszy raz większy .

Więc z czego brał się problem w kolanach ? A no z braku umiaru , braku odpowiedniej regeneracji , poziomu ambicji .

Głownie jeździłem po lecie standardowo około 50km trasy po 100km nie były niczym nadzwyczajnym 3 , 4 a czasem i 5 razy w tygodniu na rowerze , do tego dochodziły gonienie ludzi na szosach 😛 oraz trochę biegania. Kolana odpoczywały według pogody czyli można powiedzieć, że rzadko .

Obecnie przejeździłem cały sezon po szlakach ponad 2.5tyś km i ani razy kolana nie bolały czasami lekki dyskomfort , dlaczego ? Przecież wysyłek dużo większy kręcić pod góry , czasowo 2-5 godzin na rowerze to też nie mało .

Przed pierwszym wyjściem w góry na rower założyłem, że nie będę jeździł częściej niż 2 razy w tygodniu . I tak się stało , oczywiście czasem jeździłem częściej, ale nie jest to norma . Kiedy jadę dzień po dniu nie czuję bóli ale już lekki dyskomfort i gdybym nie dał odpocząć kolanom to na 100% ból kontuzja murowana .

Pazerność na kilometry , czyli brak umiaru w korzystaniu z roweru oraz zbyt mała regeneracja po wysiłku to w moim przypadku klucz do braku bólu w kolanach .