Dlaczego ludzie nie lubią rowerów elektrycznych
Dlaczego ludzie nie lubią rowerów elektrycznych i nigdy ich nie polubią? Kilka lat temu, kiedy powstawał ten wpis wydawało mi się że odpowiedź na to pytanie jest dosyć prosta. Tym bardziej, że odrzuciłem w nim kwestie emocjonalne, luźne dygresje, czy szydercze wstawki. W zamian skupiłem się na analizie i próbie zrozumienia tematu poważnie. Dziś jednak przy aktualizacji podejdę holistycznie.
Czy faktycznie ludzie nie lubią E-Bików?
Tak. Spora część ludzi ma ewidentnie problem z tym, kto na czym jeździ po górach. Widać to praktycznie pod każdym postem w komentarzach. Na szalkach można zauważyć, że większość osób, które mijamy patrzą czy rower ma silnik. Sporadycznie pojawią się również komentarze. Wszytko to świadczy o tym, że rowery elektryczne wzbudzają emocje, często negatywne.
Dlaczego ludzie nie lubią E-Bików?
Bo ich na nie nie stać. Bo w priorytecie są klipsy, tipsy i rzęsy żony a Teściowa cały czas powtarza, że nie zgadza się nawet na raty! Trzeba też pamiętać, że poprzedni system wciąż krąży w żyłach wielu ludzi. Niech mi krowa zdechnie, byle sąsiadowi dwie!
Sport Rywalizacja Doping
Bardziej poważnie, to jazda rowerem po górach jest oczywiście mocno skojarzona ze sportem. Nierzadko przeciętny rowerzysta, któremu do sportowca bardzo daleko, swoim ubiorem i sprzętem stwarza wizerunek profesjonalisty. Często większego niż zawodowi sportowcy. W związku z powyższym części osób myli się rekreacyjna jazda dla przyjemności z profesjonalnym sportem, osiąganiem coraz lepszych wyników. W efekcie bardzo często słyszymy o oszustach na rowerach elektrycznych. Pisząc ten tekst kilka late temu porównałem rower elektryczny do dopingu. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że e-bajak właśnie jest od tego aby jeździło nam się lżej. Energia z baterii jest alternatywą dla energii z mięśni, dopingiem! I tak, nie ma takiej dyscypliny sportowej uprawianej nawet w formie rekreacyjnej w której doping byłby społecznie przyjęty. Oczywiście jest to hipokryzja i ignorancja w czystej postaci. Finalnie jednak nie zam nikogo, kto jeździ rowerem elektrycznym i swoja jazdę traktował w kategoriach rywalizacji.
O co w ogóle chodzi ?
Z tym nielubieniem elektryków ciekawsze jest to, że najgłośniej swoje opinie na ich temat wygłaszają Ci którzy nawet ich nie dotknęli. Ostatnio uświadomiłem sobie, że większość z nich myśli, że rower elektryczny jest jak motor. Sam mam kilku znajomych, którzy pytali czy trzeba pedałować aby na min jechać. Sporo jest dziwnych, czysto zawistnych, głupich komentarzy. Tam to już nawet Pani Goździkowa nie pomoże.

Mnóstwo komentarzy jest o tym czy na rowerze elektrycznym można się zmęczyć, tak jak by to zmęczenie było głównym i obowiązkowym priorytetem dla wszystkich. Zabawnych jak to ten, ”jak będę miał 60 lat to dopiero kupię E-lektryka”. Niestety w tym wieku komentujący to raczej przesiądą się na elektryczny balkonik, a gdzie tam jakieś góry. Jeszcze nie spotkałem się z nikim, kto by swoją niechęć do E-bikeów jakoś sensownie uargumentował. Jest też sporo osób, które mówią, że nigdy się na niego nie przesiądzie. I być może tak będzie. Jednak większość z nich jeszcze sobie nie uświadomiła, że może przyjść dzień w którym nie będą mieli siły i zdrowia. Bez których jazda rowerem po górach jest niemożliwa. Staną wtedy przed wyborem jeździć po górach czy nie jeździć.


