eBike w górach

eBike w górach

eBike w górach

eBike w górach czyli o tym jaka jest różnica jazdy między rowerem elektrycznym a zwykłym analogiem. Wszytko to z perspektywy osoby, która po górach jeździ dosyć sporo. Moim standardowym środkiem przemieszczania po górach jest sztywniak, na którym oczywiście czuję się bardzo dobrze. Kilka lat temu aby zaspokoić ciekawość wypożyczyłem rower elektryczny, zrobiłem małą pętlę. Najbardziej co utkwiło mi w pamięci, to to że jazda elektrykiem, niewiele ma wspólnego z jazdą na klasycznym rowerze. Jednak tamte wspomnienia to już historia, bo było to w roku 2018. Jednak aby komuś nie utkwiło jedno zdanie w głowie z tego wpisu. proponuję doczytać do końca. Ponieważ kilka lat później dokładnie 4, zrobiłem mały test. W pierwszej jego części trasę przejechałem moim starym sztywniakiem w drugiej na rowerze elektrycznym.

2018r pierwsza moja trasa eBike w górach
2018r pierwsza moja trasa na eBike w górach

10 godzin tyrania po górach sztywniakiem

Ruszam z Ustronia o 9.15 pogoda sprzyja, nie ma zbyt ciepło. Niebo lekko zachmurzone, dzień wcześniej trochę popadało. Wspominam o pogodzie, ponieważ jest ona kluczowym punktem w tym teście. Organizm całkiem inaczej działa przy zachmurzonym niebie i 20°C a inaczej w pełnym słońcu i 35°C. Inaczej się jedzie po szlaku suchym a zabłoconym. 10:15 jestem na Małej Czantorii, pierwsze poty za mną, chwila odpoczynku i ruszam na Wielką Czantorię. Zjazd na przełęcz Beskidek i kolejny mocny podjazd na Wielki Soszów. 12:30 dojeżdżam na górę Cieśla, zmęczenie nie czuję, ładuję w siebie kilka żelków i atakuję kolejny mocny podjazd. Tym razem na Wielki Stożek, z którego mam dosyć długi odcinek do zjazdu, aż do Kubalonki. Tu też musiałem podjąć decyzję, czy jadę bezpośrednio na Baranią Górę czy jeszcze zahaczę o Ochodzitą. Padło na dodatkowe kilometry, zjechałem do Koniakowa aby zrobić kolejny mocy podjazd pod Ochodzitą.

Wpadaj na pierwszą sobotę.

W tym momencie przyszedł pierwszy kryzys dotyczący zmęczenia. 6 godzin w trasie, robię dłuższą przerwę, jem obiad, zapijam piwem i lecę. Po takiej przerwie najgorsze co może być, to kolejny podjazd, który oczywiście robię zaraz po wejściu na rower. Kilkadziesiąt metrów ostrego podjazdu i dotarłem na szczyt Ochodzitej. Kolejna w planach jest Barania Góra, w między czasie wjeżdżam na Koczy Zamek i robię kolejny dosyć mocny podjazd na Tyniok, z którego niebieskim szlakiem jadę na Gańczorkę. Niestety zmęczenie, które dopadło mnie przed Ochodzitą nie odpuściło. Przy odbiciu żółtego szlaku na źródła Olzy postanawiam wracać.

Za sobą mam 7:30 godzin trasy, czuję zmęczenie i brak chęci aby jechać na kolejny szczyt którym miała być Barania Góra. O ile jeszcze problemem nie było by wjechanie na nią, to bez wątpienia zjazd jest dosyć wymagający. Do źródeł Olzy nie dotarłem, w którymś miejscu przegapiłem odbicie. Zjechałem za to sporo niżej niż planowałem w rezultacie musiałem jeszcze dobrze przekręcić na na Stecówkę z której praktycznie do Ustronia pozostało z górki. Łącznie zrobiłem 74km, 2k up w 1o godzin. Czas jazdy bez przerw strava oszacowała na 7.30.

podsumowanie trasy rowerem po górach

 

Krótkie podsumowanie trasy rowerem po górach

Żeby robić długie dystanse po górach rowerem, trzeba mieć przede wszystkim zdrowie, którego u mnie brakuje. Koło ósmej godziny odezwał się staw kolanowy a kłucie w kolanie to ostatni sygnał przed urazem i kilku tygodniowym. Zmęczenie i brak sił można znieść, ból niestety do pewnego stopnia. Gdyby nie ograniczało mnie zdrowie, pewnie jechałbym dalej, bo właśnie te oranie jest częścią zabawy. Wydaje mi się, że każdy kto jeździ po górach zwykłym rowerem, też musi to lubić. Na koniec warto też wspomnieć, że do sportowego trybu życia jest mi daleko a ciągać do góry muszę ponad 110kg.

Mała Czantoria – Pierwsza góra na testowej trasie

Rowerem elektrycznym po górach

Z wypożyczalni biorę BH, bateria 720wh, silnik pewnie też jakiś mocny. Startuję z tego samego miejsca co ostatnio, w planie ta sama trasa, godzina i pogoda prawie, że identyczna. Pierwsze co zrobiło na mnie wrażenie to waga roweru, jak wrzucałem go na pakę samochodu, bez wątpienia poczułem, że jest go kilka kilogramów. Ruszam pod Małą Czantorię, sprawdzam tryby, rozgrzewam kolana. Na małej Melduje się o 10.00 piętnaście minut wcześniej niż zwykłym rowerem, czyli o 25% szybciej. Cały podjazd w siodle z 90% na najniższym trynie wspomagania. Bardzo krótka przerwa, i jadę na Wielką Czantorię, kolejny cały podjazd w siodle, ale tu już był moment włączenia pomarańczowego trybu oraz ciężki oddech. Za Poniwcem na ostrym podjeździe, zszedłem z spróbowałem jak się ten rower wpycha. I muszę stwierdzić, że nie jest to nic przyjemnego.

Soszów, Cieślar, Wielki Stożek

Z Wielkiej Czantorii na Soszów, nuda. Za schroniskiem na Soszowie kolejny ciężki podjazd. Pstryk dwójeczka, lekka zadyszka i lecimy dalej, na górę Cieślar. Delikatny zjazd i kolejny mocny podjazd. Tym razem wrzuciłem na pomarańczowy, znów na chwilę pojawił się ciężki oddech a Stożek miałem już za plecami. Dosyć długi zjazd drogą pożarową na Kubalonkę i decyzja o zmianie tasy.

Pod Trzema Kopcami Wiślańskimi. E-Bike w górach
Pod Trzema Kopcami Wiślańskimi. E-Bike w górach

Barania Skrzyczne Klimczok

Jednym z planów było jechanie na Ochodzitą w Istebnej a potem na Baranią Górę, ale w tym wariancie ominął bym jedno z najlepszy schronisk w Beskidzie Śląskim, a to już zrobiłem w pierwszej części tego testu. Zjechałem więc do Wisły i czarnym szlakiem ruszyłem na Przysłop. Przed podjazdem licznik pokazywał 53% baterii. Plan był na tym etapie jeszcze ambity, Barania Góra, Skrzyczne, Klimczok. W schronisku szybki posiłek, na mapie zobaczyłem ślad drogi, która miała ominąć wpych na Baranią. Niestety szybko okazała się ona nieprzejezdna. Zawróciłem pożarówką, teraz w planie miałem jechać na Salnopol i Klimczok, oczywiście po to aby unikną pchania na Baranią, i Zielony Kopiec. Niestety po kilku kilometrach odezwało się kolano, a te sygnały już mam przerobione w przeszłości. Więc kolejna zmiana planów.

Pauza w schronisku na Przysłopie. Elektrykiem po Beskidzie

Cieńków Trzy Kopce Wiślańskie

Dojechałem do Skrzyżowania drogi pożarowej Cieńków-Salmopol i nie zastanawiając się długo skręciłem na Cieńków. Za mną już 50km, baterii coraz mniej. Jeżeli po zjeździe z Cieńkowa kolano nie będzie kuć mocniej to podjadę na Trzy Kopce Wiślańskie, jak by w czasie podjazdu się odezwało to zawracam i mam praktycznie z górki do Ustronia. Trzy Kopce to dosyć ciężki, długi wiślański podjazd, przed którym wskaźnik baterii pokazywał 15%. Kolano nie protestowało więc ruszyłem w górę. Niestety nie wiedziałem, że przy 5% baterii system odcina wspomaganie. Więc ku uciesze sporej widowi ostatni odcinek podjazdu na Trzy Kopce zrobiłem bez wspomagania. Może i dobrze bo na własnych nogach sprawdziłem co znaczą jechać na elektryku bez prędu. Z Trzech Kopców zawijam czarnym szlakiem i kończę trasę w Ustroniu. Dosyć zmęczony, po 8 jazdy 78km i 2300up.

Podsumowując trasę eBike w górach

Miejscami czułem spore zniesmaczenia, chyba dlatego, że strasznie nie lubię dojeżdżać długich płaskich odcinków asfaltem, a na tym rowerze, sporą część trasy właśnie się tak czułem. Dopiero na stromych podjazdach coś się działo. Owszem, można powiedzieć, wyłącz wspomaganie to poczujesz. Ale to w takim razie po co mi ten rower jak mam je wyłączać? Dodatkowo z wyłączonym wspomaganiem jest bez wątpienia za ciężko. Za to z drugiej strony najniższy tryb na 90% trasy, to zbyt duże wspomaganie. Nie wspominam o trybie maksymalnego wspomagania, bo pewnie spora część poczuła by się urażona, a nie o to tu chodzi. Pewnie jakieś aplikacje pozwalają ustawić wspomaganie do preferencji kierowcy i wspomaganie jest wtedy bardziej subtelne. Rower ten stworzony jest po to by zaspokajać jakieś potrzeby. Potrafię je sobie wyobrazić, potrafię też zrozumieć, że każdy ma je inne,  jednak nie są to obecnie moje potrzeby.

Porównanie jazdy zwykłym rowerem do jazdy rowerem elektrycznym

Po obu trasach byłem zmęczony, ponieważ niezależnie jakim rowerem 7h w górach męczy. Oczywiście podjeżdżanie na elektryku jest łatwiejsze, czy dużo ? To zależy jaki tryb wspomagania włączymy. Z pewnością ostatni tryb jest mocny i niewiele ma wspólnego z podjeżdżaniem na zwykłym rowerze. Jednak podjeżdżanie i włożona w niego siła to jedna z kilku-kilkunastu składowych jazdy rowerem po górach. Przede wszytki samo przebywanie w górach, zjazdy, widoki…. pozostaje takie same niezależnie od tego na czym jechałem. Finalnie warto dodać, że przesiadająca się osoba, która ma siłę na 8h jazdy sztywniakiem, na jedną trasę elektrykiem ma spory kontrast. To tak jak by opisać przejście z wody ciepłej do zimnej, lub z pomieszczenia oświetlonego do ciemnej piwnicy. Tym bardziej z roweru na którym przejechało się setki kilometrów na rower z wypożyczalni.

Kilka lat później potrzeby się zmieniły i przesiadłem się finalnie  : E-Bike czyli rowerem elektrycznym po górach

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zapisz się do newslettera | Polityka Prywatności